Wyobraźcie sobie niewielką klasę. Pod ścianami stoją rzędy komputerów, pod sufitem zwisa dumnie projektor, a za nauczycielskim biurkiem stoi nowoczesna interaktywna tablica.

Kiedy pierwszaki wchodzą do sali pojawia się pierwszy problem. Klasa liczy 24 osoby, a komputerów jest 16. Dzielny nauczyciel rozdziela rozkrzyczane dzieci, nie może dopuścić do tego, aby co lekcję ci sami uczniowie mieli przywilej samodzielnego korzystania z pecetów. Później przychodzi czas logowania. Pierwszaki nie znają jeszcze alfabetu, więc nauczyciel musi sam wpisać wszystkie hasła.

Minęło 10 minut, ale klasa jest już coraz bliżej rozpoczęcia nauki. Teraz tylko wystarczy włączyć Painta. I nauczyciel mógłby poinstruować dzieci zdalnie, wyświetlić na projektorze kolejność kliknięć. Niestety, komputery mają różne oprogramowanie. I chociaż Windows 8 nie różni się znacząco od Windowsa 8.1, to już Winda 7, ma zupełnie inny interface. Ponad połowie uczniów nie udaje się dotrzeć do króla graficznych narzędzi. Nauczyciel podchodzi do poległych i wskazuje im ścieżkę dotarcia do programu.

Zostało dwadzieścia pięć minut lekcji. Czas na naukę Painta i poznawanie komputera. I tu nie jest łatwo, bo poziom dzieciaków jest bardzo różny. Najmłodszy chłopiec skończy sześć lat w grudniu, a najstarsza dziewczynka siódme urodziny obchodziła w styczniu. Różnica nie musi polegać na wiedzy, czy praktycznych umiejętnościach, ale na zdolności do koncentracji i gotowości do wykonywania poleceń.

Lekcja upływa więc na krótkim pilotażu po możliwościach Painta i rozwiązywaniu problemów mniej wprawnych uczniów. Dzieciaki radzą sobie nieźle, domki, bloki, okna i dachy mają przyjemne geometryczne kształty. Gdy dzieciaki łapią za wirtualne puszki z farbą dzwoni dzwonek. Koniec lekcji.

Idę o zakład, że takie lekcje odbywają się w całej Polsce. Pamiętam, że w mojej podstawówce (którą skończyłem kilkanaście lat temu), informatyka wyglądała identycznie. Za mało komputerów, oprogramowanie tak zróżnicowane, że nawet nauczyciel nie był w stanie ogarnąć, co konkretnie znajduje się, na którym sprzęcie.

Pewnie nie odkrywam Ameryki, ale są ludzie, którzy szczerze wierzą w to, że polska szkoła zmieniła się znacząco w ciągu ostatnich 20 lat. Niestety, 90% problemów wynika z prozaicznego faktu: klasy są przeludnione. Bo gdyby w powyższej lekcji brało udział 15 uczniów, to dobry nauczyciel byłby w stanie wycisnąć z tych 45 minut edukacyjne maksimum.

A najbardziej kuriozalne jest to, że lekcje informatyki wśród najmłodszych prowadzone są w imię walki z cyfrowym wykluczeniem. To, tak jakby tłumaczyć, że ktoś bierze udział w życiu kulturalnym swojego miasta, bo codziennie na przystanku autobusowym ogląda afisze spektakli teatralnych. Wolne żarty.

Jeśli podoba Ci się mój materiał, to nie zapomnij go polubić, a jeśli się nie zgadzasz lub uważasz, że tekst uwłacza Twojej inteligencji – skomentuj, chętnie poznam Twoje zdanie. Będę wdzięczny za każde okazane wsparcie.

Nie zapomnijcie, że możecie zapisać się do Newslettera pod tym adresem.

  • Marta Łuczak

    Informatyka to tylko jeden z wielu problemów. Podobne a nawet większe komplikacje to chleb powszedni w trakcie każdej lekcji. Dziecku, które nie czyta a ma mało cierpliwości i słabą koncentrację trudno doczekać się, aż pani podejdzie i dodatkowo wytłumaczy zadanie. A przeczytanie wszystkim na głos nigdy nie oznacza, że każdy będzie wiedział co ma robić. Jasne, że siedmiolatki też wszystkiego od razu nie łapią w lot, ale jest im łatwiej choćby ze skupieniem uwagi. A dzieci, które nie wiedzą co robić zaczną się kręcić, gadać, chodzić po klasie…i mamy ogólnie wstępny chaos. Oczywiście nauczyciel może straszyć dzieci minusikami z zachowania lub zachęcać naklejkami, stempelkami, plusikami i czym tam jeszcze-tresować jak tam umie. Ale czy o to chodzić powinno w edukacji by jak najwcześniej wytresować posłuszne, nieprzeszkadzające dzieci? Czy może jednak celem powinno być tworzenie warunków do rozwoju talentów, wspieranie naturalnej ciekawości świata i budzenie pasji? Czy naprawdę nie stanie się nigdy tak by w klasie było po kilkanaścioro dzieci, którym nauczyciel może poświęcić dużo uwagi i pracować z nimi ich rytmem? Najlepiej z pomocą asystenta nauczyciela, bez dzwonków, z dużą ilością zajęć twórczych a nie tylko gonieniem z programem…pomarzyć można…:/

    • Od tego jesteśmy, żeby marzyć i żeby nasi politycy te marzenia spełniali, prawda?:)

  • shenmi_meiren

    … ale to, że szkoły nie są przygotowane do nauczania 6-latków jeszcze nie oznacza, że edukacja szkolna nie powinna się w wieku lat 6ciu zaczynać. może warto najpierw zweryfikować program nauczania, a nie od razu wylewać dziecko z kąpielą… 😉

    • Ja nawet nie posiadam wanny, więc nie jestem w stanie nic wylać;).

    • No to może najpierw przygotujmy reformę z głową i zmieńmy to, co zmienić trzeba, a dopiero potem przejdźmy do działań? Coś mi mówi, że uniknęlibyśmy tego całego burdelu.

  • Rafał

    Z tego co widzę na przykładzie nieco starszych dzieci, z którymi się stykam, to szkoła obecnie stawia przed dzięsięciolatkami wymagania, które jeszcze 20 lat temu stawiała przedszkolakom – znajdź, pokoloruj, połącz. Nie skupiajmy się więc może na informatyce, a na tym by szkoła nie robiła z dzieci debili i półanalfabetów, którzy będą w stanie tylko tępo gapić się w monitor i klikać, klikać, klikać…

  • A ja uważam że to bolączka wszystkich przedmiotów. Teraz należy wszystko nauczyć się w domu, by w szkole się tym wykazać. Bo nauczyciele obecnie wyłącznie weryfikują wiedzę, a nie ją przekazują. Tak jest z informatyką, polskim, historią, matematyką. Przynajmniej ja – w moim przypadku sam uczyłem się komputera i wszystkich systemów od XP, i dlatego w podstawówce dawałem radę.

  • Marta Uchman

    Jestem nauczycielką w pierwszej klasie szkoły podstawowej. I przykro mi, że musiałeś poznać system edukacji właśnie na takim kiepskim przykładzie. W mojej klasie są 6-latki z drugiego półrocza, a więc większość dopiero niedawno skończyła 6 lat. Zajęcia informatyki podzielone są na dwie grupy, każde dziecko ma więc swój komputer do zajęć. Oprogramowanie jednakowe we wszystkich, a pani od informatyki oczywiście wszystko pokazuje na projektorze. I to wcale nie jest tak, że dzieci nie wiedzą co to Paint. Żyjemy w czasach, gdzie 90% dzieci ma komputer w domu i śmiga na nim lepiej niż niejeden dorosły.
    Zapraszam więc do Kwidzyna, a zakład będzie przegrany, bo nie w każdej szkole wygląda to tak, jak opisujesz 🙂
    W klasie mam 23 dzieci. I nie uważam żeby to było za dużo. Oprócz zajęć typowo dydaktycznych są jeszcze wyrównawcze, terapia czy liczne koła zapewniające możliwość „nadgonienia” materiału przez dzieci, które nie zdążyły na lekcji czy rozwijanie zainteresowań uczniów zdolnych. Lekcje, które prowadzę to nie jest siedzenie w ławkach po 5 godzin dziennie i rąbanie matmy czy polskiego. Bawimy się, tańczymy, śpiewamy, a przy tym uczymy.
    Sama zastanawiałam się nad tymi 6-latkami. Że małe, że sobie nie poradzą. Ale od kiedy uczę te właśnie dzieciaczki uważam, że są w odpowiednim miejscu. Wszystko zależy od szkoły, jej organizacji i przede wszystkim wychowawcy. Szkoła wcale nie jest taka straszna! I myślę, że wszystkie 23 dzieci podpisze się pod tym!